Karkonoskie wycieczki wczoraj i dziś

Sudety to pierwsze na świecie góry, po których wędrowano dla przyjemności. Być może stało się tak z uwagi na liczne uzdrowiska mieszczące się u ich stóp. Nie mniej jednak faktem jest, że np. Karkonosze już na początku XIX wieku były prawdziwą atrakcją turystyczną – kuracjuszom, którzy przybywali np. do Cieplic, wręcz nie wypadało nie udać się choć raz na wycieczkę. Oczywiście wyprawy te wyglądały zupełnie inaczej niż dziś – nikt nie wybrał się w góry bez wynajęcia przewodnika, a zamożniejsi turyści byli wnoszeni na szczyty w lektykach.
Cieplice były wówczas jednym z najchętniej odwiedzanych uzdrowisk w Europie. W połowie XIX wieku ukazał się pierwszy polski przewodnik po okolicach uzdrowiska, opisujący szczegółowo miejsca warte odwiedzenia. Nie zabrakło w nim tras wycieczek. Napisała go kobieta (jak na owe czasy to raczej niezwykłe), autorka m.in. dydaktycznych powiastek dla dzieci oraz zbioru modlitw dla „Polek wyznania mojżeszowego” – Rozalia Saulson.
Jakie atrakcje opisuje„Warmbrunn i okolice jego”? Na początek zwiedzanie Jeleniej Góry i Cieplic – jako najmniej męczące. W uzdrowisku poleca się (nieistniejącą już) bibliotekę Schaffgotschów, ich pałac (obecnie filia Politechniki Wrocławskiej) oraz zwraca uwagę na tradycyjne karkonoskie stroje ludowe, dokładnie je opisując. W Jeleniej Górze koniecznie należało udać się na Helikon, czyli romantyczny „Ogród Muz”, ozdobiony antykizujacymi budowlami i pomnikami. Ogród ten znajdował się na wzgórzu „Siodło”. Dziś nie ma po nim prawie żadnego śladu...
Trasy kolejnych wycieczek wiodły m. in. do Staniszowa, gdzie mieściła się słynna wytwórnia likierów oraz założony na górze Witosza romantyczny park ze sztucznymi grotami. Jego pozostałości są w dalszym ciągu widoczne i stanowią świetny cel jednodniowej wycieczki, zwłaszcza w połączeniu z wejściem na sąsiedni szczyt – Grodną – gdzie znajdowała się modna wówczas „sztuczna ruina”. Był to niewielki zameczek myśliwski, stylizowany na średniowieczne budowle. Dzisiaj jest to prawdziwa malownicza ruina. Jeżdżono też do otoczonego aurą tajemniczości tzw. Dobrego Źródła na stoku Bukowca, gdzie ponoć jeszcze w średniowieczu odprawiano pogańskie obrzędy. Dziś szlak wiodący stamtąd na Śnieżkę jest nieco zapomniany, ale w połowie XIX wieku była to jedna z najbardziej uczęszczanych tras.
Obowiązkowymi „punktami programu” ówczesnego turysty były oczywiście Chojnik, kościół Wang, Śnieżka, Karpacz i Szklarska Poręba. Jednak w tej ostatniej miejscowości autorkę (jak i wszystkich ówczesnych podróżników) najbardziej interesowała tzw. „witrolejnia” czyli...wytwórnia kwasu siarkowego. Zakłady przemysłowe, które dziś uważamy za „zło konieczne”, wówczas były znakiem postępu i nowoczesności.
W trakcie wycieczki na Śnieżkę należało zwracać uwagę głównie na roślinność – m.in. rodzaj porostu, który po potarciu wydzielał silna woń fiołków. Kamienie nim pokryte sprzedawano jako pamiątkę z gór, przyczyniając się tym do wyginięcia tego niezwykłego gatunku. Czytając przewodnik, zwróćmy też uwagę, że wg Rozalii Saulson ze Szczytu Śnieżki widać nie tylko Wrocław ale i Karpaty!
Najdłuższa i najbardziej męcząca wycieczka to wyprawa do źródeł Łaby, Śnieżnych Kotłów i w ich okolice.
Jak widać turyści wędrują ono od setek lat tymi samymi szlakami. Może tylko nieco inne rzeczy wydają im się godne uwagi...
[oz]
< powrót
Przeczytaj takze:
» Śnieżka dla opornych
» Karkonoskie schroniska
» Z Norwegii na Śląsk. Świątynia Wang w Karpaczu Górnym
» Droga przyjaźni w Karkonoszach
» Kamienne drogowskazy
więcej
Wyszukiwarka miejsc:













