Karkonoskie schroniska

Mogłoby się wydawać, że takie nadmierne "ucywilizowanie" tego obszaru to zasługa nieodległej przeszłości. Tymczasem jest inaczej. Karkonoska turystyka liczy sobie już około 300 lat, a jej gwałtowny rozwój już dawno
zmienił oblicze tych gór. Najbardziej znane schroniska wzięły swój początek z pasterskich bud, w których latem przemieszkiwały rodziny trudniące się wypasem bydła. Z czasem przekształciły się one w górskie gospodarstwa, w
których szukali noclegu nieliczni wędrowcy. Pasterze szybko się przekonali, że udzielanie strawy i schronienia turystom jest bardzo opłacalne i tak rozpoczęła się historia karkonoskich schronisk. Początkowo warunki były w
nich fatalne - podróżni często spali razem z bydłem, w szopie, lub wspólnej izbie z gospodarzem i jego rodziną. Gryzło ich robactwo, dokuczał brak własnego łóżka i pościeli. Prowiant spożywano przeważnie własny. Czasem gospodarz sprzedał kawałek chleba lub koziego sera. Jednak już w XVIII wieku niektóre "budy", szczególnie te położone wzdłuż trasy na Śnieżkę, wyspecjalizowały się w świadczeniu usług turystom. Można było w nich wynająć przewodnika (bo szlaków przecież jeszcze nie było), który dobrze znał okolicę i wiedział jak obejść np. bagna na Równi pod Śnieżką oraz dawał gwarancję, że ewentualne spotkanie z Duchem Gór - Rubecalem, nie skończy się jakąś nieprzyjemną przygodą.
Zamożniejsi wycieczkowicze mogli zapłacić dodatkowo za strzelanie z muszkietu lub wywołanie małej lawiny, by usłyszeć echo w którymś z górskich kotłów. Właściciel Samuelbaude (dzisiejszej Strzechy Akademickiej) wprowadził zwyczaj witania przybyszy grą na rogu, a "specjalnością zakładu" była tam ponoć znakomita nalewka z szyszek. Warunki były jednak spartańskie, bo nawet tak wybitny poeta jak J.W. Goethe, musiał się zadowolić wiązką słomy w charakterze łóżka. Gwałtowny skok cywilizacyjny nastąpił w XIX wieku, kiedy pasterskie budy straciły swój pierwotny charakter i zaczęły się przekształcać w duże, komfortowe hotele górskie, dysponujące wieloma pokojami i restauracją, w której można było wybierać spośród wykwintnych dań i licznych gatunków wina i piwa. Powstawały też nowe obiekty, przeznaczone wyłącznie do obsługi turystów. Schronisk było więcej niż dzisiaj: na krawędzi Kotła Wielkiego Stawu stało malownicze Schronisko księcia Henryka, na Polanie znajdowała się Schlingelbaude (późniejsze schronisko im. Bronka Czecha, spłonęło w 1951 roku). Dzisiejsza stacja przekaźnikowa nad Śnieżnymi Kotłami także pierwotnie dawała nocleg i służyła posiłkiem.
Dawni turyści (szczególnie zamożni) bardziej "podróżowali" po górach niż po nich chodzili. Z pociągu (lub wcześniej karety) przesiadali się na wozy, które wiozły ich do momentu, kiedy droga stawała się zbyt stroma. Wtedy przesiadali się na konia lub... do lektyki! Księżna Izabela Czartoryska tak wspomina swą wyprawę do wodospadu Szklarki: "Na dole zostawiliśmy powozy i wzięliśmy tragarzy górskich. Mieliśmy wszystkiego 5 lektyk, więc dziesięciu tragarzy: nasi ludzie [tzn. służba] towarzyszyli nam pieszo.[...]" Służący i wynajęty przewodnik - Fidler, nieśli cały ekwipunek - garnki, talerze, sztućce, obrusy, lornetki, odzież, zielnik, parasolki od słońca i deszczu itp. U celu wycieczki, w czasie której księżna nie zrobiła ani kroku, zjedzono obfity gorący posiłek, który "poczciwy Piotr Fidler" przyniósł w koszu na własnych barkach. Po drodze całą grupa zbierała kamienie, kwiaty,
sadzonki, gałązki i wszelkie pamiątki, które oczywiście dodatkowo obciążały... służbę.
Tak więc widać, że nie zawsze górskie wyprawy przyczyniały się do zrzucenia paru zbędnych kilogramów, a dawny turysta mógł wybrać się na szczyty w jedwabnych pantofelkach.
[OZ]
< powrót
Przeczytaj takze:
» Śnieżka dla opornych
» Z Norwegii na Śląsk. Świątynia Wang w Karpaczu Górnym
» Karkonoskie wycieczki wczoraj i dziś
» Droga przyjaźni w Karkonoszach
» Kamienne drogowskazy
więcej
Wyszukiwarka miejsc:













